270/531 ; środa, 12 listopada 2008 19:45:29
Gdzie Lemur?
Pod Brzózką.

Jestem wyrośnięta z blogów (językiem mego 5-latka)
Jestem straszną siostrą, która mówi o swoim bracie jako o "swoim 5 latku". nie jest mój, jest niczyj, jest odrębną osobą. Ciężko się z tym pogodzić, bo niedawno, jakby wczoraj był taki maleńki...
A teraz nawet sam klnie.
Sam płacze nad futerkiem Lemura, które leży pod brzózką.

I kogo teraz mam kochać?

Kiedy chcę napisać notkę na blogu, mylog mówi, że jego serwis jest w tej chwili niedostępny.

Oddycham sobie, zażywam ventolin żeby lepiej oddychać. Staję przed lustrem, patrzę na siebie i mówię na głos, że jestem jednym wielkim przykładem niezależnego samotnika. Lemura-kota, który chodzi własnymi drogami.
Dookoła kupują sobie sukienki na połowniki i latają za jakimiś innymi - dziwnymi rzeczami... A ja...

A ja śnię o Lemurze. Śnię, bo nie mam już go do kochania.

Kiedyś byłam wściekłą nastolatką. Miałam w swoim życiu jakieś etapy pełne niewymownej wściekłości, którą chciałam jak najbardziej dosadnie pokazać całemu światu. Bo siedzę sama, jestem skryta, bo zdechł mi ukochany kot, bo nie odzywam się do najważniejszej osoby w moim życiu od kilku lat, bo nie jestem zachwycającą pięknością i przez całe życie nie mogę poradzić sobie ze śmiercią własnego dziadka.
Od dawna jestem spokojna.
Owszem klnę jak szewc i często krzyczę kiedy coś nie idzie po mojej myśli. Ale tak naprawdę zapomniałam co to znaczy "być dla siebie", ja "jestem dla sprawy".
Robię film. Jeden, drugi, tu trzeba napisać kolejną pracę do szkoły, filmy obejrzeć, książki przeczytać, nauczyć się, wyśmiać za wszystkie czasy i narobić mnóstwo montaży. Nie mam miejsca na swoją osobę w tym całym bałaganie.

Dlatego nie piszę bloga, nie mam miejsca na siebie. Mam miejsce na wszystko inne. Tylko nie na siebie i innych ludzi.
Nie chcę mieć miejsca na innych ludzi. Tylko na Lemura...
Ale Lemur leży pod Brzózką...

Z powaĹźaniem
- Eithne

komentarze [0]

269/530 ; wtorek, 16 września 2008 12:40:40
Wrzesień zawsze mi się kojarzył z "powrotem do normalności", z powrotem do bieganiny, szaleństwa i rzadkim byciem w domu, ze śmiechem, wkurwianiem się i rzucaniem wszystkim we wszystko.
I nici z tego...
Drugi tydzień tkwię w niczym, nie biegam, nie szaleję, nie śmieję się tylko wkurwiam na cały świat. Chociaż i wkurwianie jest mi zabronione, bo przy emocjonowaniu się mam ataki.
I jest jak na filmach kiedy to nie bohater nie da rady zaczerpnąć powietrza, nie da rady stać, siedzieć, chwyta się wszystkich przedmiotów wokół siebie, chwyta się wszystkiego, a nie da rady nawet wyjąć z kieszeni jeansów inhalatora.
Dno.
Nie użalam się nad sobą, tylko chciałabym wyjść z domu do szkoły, a nie do szpitala na kolejny tydzień leżenia pod kroplówką. Mam przecież tyle pomysłów, mam film, zdjęcia w futrze, liściach z dymiącą fajką... Mam tyle planów i związane ręce.
Chcę tylko swobodnie oddychać, być zdrowa. Boję się, że już do końca życia będę miała tak związane ręce. Po raz pierwszy w życiu tak się boję o siebie, nie o ludzi dookoła tylko o siebie. Czyżby choroba wyzwalała egoizm?
Boję się, ale nie mogę się bać bo to są emocje, a emocje sprawiają że nie oddycham.

Człowiek zawsze najbardziej chce tego czego akurat w tym momencie nie może mieć.

Z powaĹźaniem
- Eithne

komentarze [1]

268/529 ; niedziela, 31 sierpnia 2008 00:48:04
Zgodnie z zasadą "pomarnujmy jeszcze i jeden wieczór".
Świat pomimo wszystko dalej się toczy, obrazy za oknem w autobusie przesuwają się tak samo, różowy pudel imieniem Dupel, którego dostałam na bodajże 15 urodziny dalej siedzi w kącie na kartonie w którym trzymam wszystkie graty z gimnazjum.
Dalej, dalej.
Nawet te wszystkie reklamy na mylogu dalej są tak samo naiwne i głupie.

Dziękuję, że wszystko jest "dalej". Naprawdę dziękuję.


Z powaĹźaniem
- Eithne

komentarze [2]

267/528 ; czwartek, 28 sierpnia 2008 22:46:10
MYLOG LECI SOBIE W KULKI!
Jak Boga kocham (Bozię tak zwaną). Ilekroć chcę coś napisać (tak, zdarzyło się) to on mi mówi "za utrudnienia przepraszamy".

Jestem uparta. Odgrzebałam dokładnie wczoraj (a nie to było dzisiaj, wczoraj po północy) to stwierdzenie na temat własnej osoby. Wyryło mi się w pamięci i postanowiłam o tym napisać, że tak, kurczę muszę to przyznać że jestem uparta jak głupi osioł. Ale nie płaczę z tego powodu...
Na tamtej kartce było napisane też że ładnie się uśmiecham, że fajnie kiwam głową i zawsze wiem czego chcę.

Ostatnio prowadziłam kilka dyskusji na temat zapotrzebowania samców w życiu 17-nasto latek. Przyznaję, że potrzebuję samca jak powietrza do kilku moich filmowych projekcików (o zdjęciowych nie wspomnę). Poza tym po co mi ktoś taki? Będzie zabierał mój czas, nie pozwalał mi wzdychać do moich filmowych idoli, może jeszcze nie daj Boże będzie chciał kontrolować to co robię. Po długich dywagacjach podczas bezsennych pełnych dyskusji, nie tylko samej ze sobą, nocy stwierdziłam, że jestem zbyt "chodzącym własnymi drogami" typem. Mam zbyt zmienne nastroje, jestem zbyt kapryśna, zbyt "niecodzienna". Stuknięta możnaby rzec.
I jak zawsze idę pod prąd, bo to uważam za stosowne.

Właśnie opisałam kogoś, kogo mógłby zrozumieć tylko tak samo (nie bójmy się tego słowa) pierdolnięty reżyser. Choć... jestem przecież samotnikiem.

Czyżby to wszystko co napisałm wyżej świadczy o potrzebie buntu, która u mnie przyszła jakoś tak wyjątkowo zbyt późno?

Nie ważne, bo właśnie czekam na nowy program do montażu :)

Z powaĹźaniem
- Eithne

komentarze [0]

266/527 ; środa, 20 sierpnia 2008 00:01:55
Mylog leciał sobie w kulki. Od dawna chciałam napisać notkę, bo było o czym... Naprawdę było. Teraz se wchodzę, wreszcie nie krzyczy, że jest przerwa techniczna. Logowanie, słuchawki na uszy i poszli.
Bo chociażby... Poza tym, że wreszcie dotarło do mnie jak bardzo ogromnym jestem samotnikiem to...

Ipod to był zły pomysł. Odkryłam kilka dni temu muzykę, która jest starsza nawet od Jezusa (a może i są rówieśnikami) i nie mogę się od niej uwolnić. Czasami tak jest, że po usłyszeniu pierwszych dźwięków jakiejś piosenki stwierdzasz z radością wypełniającą każdy centymetr twojego ciała, że jest to muzyka twojego dzieciństwa, że ją z nasz i przez całe życie kochałaś choć nie zawsze byłaś tego świadoma. Była Enya, Vanessa-Mae, Mozart, Vangelis, Pink Floyd i przyszedł czas na Simona & Garfunkela (na pewno się rąbnęłam w pisowni). Słucham więc "Mrs. Robinson", "The sound of silence", "Cecilia" i byłby to bardzo dobry moment na okrzyk radości, ale pół domu (włącznie z Lemurem) śpi i lepiej byłoby go nie budzić.
Co do bycia samotnikiem to jest przykra prawda. Moje własne towarzystwo wystarcza mi na zbyt długo niż powinno. Lubię chować się w swoim pokoju, lubię chować się od ludzi, zamykać drzwi i być samowystarczalna i niekontrolowana przez nikogo. To bardzo egoistyczne. Taka "jedna z niedawno odkrytych prawd", z serii wycieczka w głąb siebie. Jakbym czytała jakąś dziwną stronę "Wróżki".

Pan Garfunkel ma tak przecudowny głos. Szkoda, że już dawno nie udziela się artystycznie.

To się trochę rozpisało. Muszę jednak przyznać, że pisze mi się lekko. Niespotykane jak na tego bloga.

Co do wydarzeń niesamowitych dzisiaj dostałam wyróżnienie na youtubie. Mój kanał i profil jestem na 68 miejscu najczęściej odwiedzanych dzisiejszego dnia w Polsce. Szczerze to myślałam, że zemdleję z wrażenia (ale tani tekst) jak to przeczytałam... Zawsze chciałam zdobyć wyróżnienie, nie podejrzewałam, że to nastąpi tak szybko. Takie małe sukcesy teoretycznie nic nie znaczące jak ostatni wieczór robienia zdjęć, dają mnóstwo zapału do dalszej pracy. Małe kroki, ale cały czas do przodu. Żadne słowa nie są w stanie opisać jak bardzo dumna jestem z siebie, bo podziwiam siebie za wytrwałość. Dosłownie podziwiam. Lepsze są małe kroki niż jeden duży. Prawda, że boję się jak diabli, że moje kolejne przedsięwzięcia okażą się gorsze od poprzednich. Jest ryzyko, jest zabawa.



Lubię dźwięk ciszy.

Kochamy stary styl, starą muzykę, backstage, rock, gitarę i ukazywanie wszystkiego co nie jest emo. Życie na walizkach, motyw drogi, przemijania, ostre światła i ten okrzyk "I don't need no arms around me". Ten pokaz jest w przygotowywaniu na pulpicie montażowym :)

Z powaĹźaniem
- Eithne

komentarze [0]

265/526 ; czwartek, 24 lipica 2008 23:04:08
Nie wiem jak to jest opowiadać słowami. Naprawdę. Zapomniałam jak to się robi, to bardzo skomplikowane.
Ostatnio rozmawiam obrazami i gestami. Mówię: dziewczyna w dżinsach i brązowym swetrze z długimi włosami, które stara sobie odgarniać z oczu idzie wzdłuż ulicy z walizką w kropki. Dookoła stare domy i opuszczony posesje z wysoką trawą.
Ona jest sentymentalna jak cholera. Pomimo tego, że wraca, że próbuje cofnąć czas nie pasuje tutaj bo i to miejsce i ona żyją już oddzielnie. Nie ważne jak... oddzielnie.

Co robię? Bez znaczenia jest co robię... Jestem w domu, oglądam filmy, spaceruję po internecie, czytam "Szukając Alaski", sprzątam zabawki Pawła ze słuchawkami na uszach z których wydobywa się ogłuszająca muzyka, przekładam jego klocki Lego lampiąc się popłudniami na bohaterów M*A*S*H'a, spaceruję wieczorami do upadłego i rozmawiam o świecie, zbyt późno chodzę spać i zbyt późno wstaję.
Chciałabym stanąć na środku pustej łąki, nabrać jak najwięcej powietrza w płuca i krzyczeć. Żeby wszyscy, którzy mnie zostawili mogli mnie usłyszeć.

Totalnie żenujący tekst... W przeciwieństwie do mojego całego świata. Mojego.

Z powaĹźaniem
- Eithne

komentarze [0]

264/524 ; piątek, 4 lipica 2008 23:55:44
Kiedy loguję się na myloga zastanawiam się czy nie jestem już za stara na blogi. Nie ma tu co ukrywać, ale niewiele osób w moim wieku często coś pisze. Osób nie należących do żadnej subkultury, że się wyrażę.
Zaczęłam się zajmować przeróżnymi sprawami dookoła siebie. Coraz częściej sięgam po aparat, przytulam Lemura i prasuję oglądając "Przyjaciół". Obiecuję sobie też, że zrobię sobie długie wakacje od montażu, ale to akurat mi nie wychodzi.
Zabieram się do wielu rzeczy i staram sobie rozplanować czas.
I na dodatek zrobiłam się okropnie sentymentalna w pewnych tematach. Siwieję, więc starzenie się jest chyba nieuchronne.

Siedżę teraz od 10 minut, słucham listy odtwarzania zatytułowanej na moim ipodzie jako "From Wiedeń :)" [wiem, że jestem specjalistką od głupich nazw] i zatapiam się w marszu Radetzkiego.
Później przerzucę się na Pink Floyd'a, a zasnę przy Coldplay'u.
Każde słowo jakie przychodzi mi do głowy wydaje mi się nieodpowiednie na tego bloga. Nieodpowiednie do tej notki, do sytuacji, pory...
Gdzie podziała się ta lekkość pisania?
Odeszła razem z Ironią i całą resztą przyjaciół.

Z powaĹźaniem
- Eithne

komentarze [0]

263/523 ; piątek, 20 czerwca 2008 22:02:24
Jestem stara. Czy ktoś może w to uwierzyć jak stara jestem? Ukończyłam już pierwszy rok nauki w liceum. Pierwszy.
Ja nie mogę uwierzyć w to jak stara jestem.
I zaczynami 2 miesiące wojny na koty i Lemury z moją rodziną.

Dokładnie rok temu umierałam z przerażenia. Bujałam się bez przerwy w swoim skrzypiącym fotelu i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Twierdziłam, że będę pierwszym przypadkiem ZJEDZENIA uczennicy przez starszych licealistów. A tutaj proszę bardzo... Nie zjedli mnie, miałam szansę dobrze się bawić przez cały rok, nie musiałam wkładać w cokolwiek zbyt dużo wysiłku. Biegałam tylko z aparatem i po raz pierwszy rozstawiałam ludzi do filmów i zdjęć. I choć jeszcze w nikogo nie rzuciłam żadnym scenariuszem, to zaśmiewałam się do łez z "bloopersów". W październiku myślałam bez przerwy "to będzie niesamowity rok" i taki był.
Myślałam, że sama cofnę się o miliony lat świetlnych. Okazuje się, że bez gimnazjalnych ludzi może być inaczej, nie znaczy gorzej. Inaczej. I cieszę się jak szczeniak, że niektóre dziwne etapy mam za sobą w życiu.

Mam w końcu kochającego Lemura, wolny internet i wszystko co jest potrzebne do zabawy w amatorską fotografię i reżyserię.
Mam siebie, nową płytę Coldplay'ów i cały świat.

I na dodatek zdałam :)

Z powaĹźaniem
- Eithne

komentarze [1]

262/522 ; piątek, 16 maja 2008 19:53:23
Obserwuję namiętnie Lemura, który szaleje na parapecie ZA oknem. Szalałby pewnie też i PRZED oknem, ale posadziłam tam swoje grube dupsko. Nie wiem czy powinnam się bać o wytrzymałość tego słynnego "parapetu z himalajów w jednym kawałków". Że się wyrażę kolokwialnie "Wali mnie to".
Wiem, że to co zaraz napiszę będzie tanim motywem, ale kiedy tak człowiek siedzi na wysokości drugiego piętra w oknie to ma wrażenie, że jest bliżej chmur. Czujesz te wszystkie zapachy, ten bez i dym z ogniska, nic nie słyszysz i podziwiasz swojego męża idealnego - Lemura... i wtedy kiedy niektóre chmury robią się różowe i jest jeszcze wystarczająco ciepło żeby móc siedzieć na tym parapecie i wystarczająco zimno, że już sinieją ci ręce... To miłe uczucie. Czujesz się takim wolnym i lekkim. Wiem, że ta lekkość to w moim przypadku paradoks, ale... To teraz to miłe uczucie.
A teraz będzie jeszcze bardziej tani motyw. W końcu przecież kiedyś uświadamiasz sobie, że wszyscy których kochasz. Kochasz na wszystkie sposoby są pod tym samym niebem, może też patrzą na to samo słońce... Czy to nie jest miłe? W końcu takie myślenie sprawia, że czujesz jakby wszystko i wszyscy byli na wyciągnięcie twojej ręki. I nie chodzi o to, że są na wyciągnięcie akurat TWOJEJ ręki to znaczy, że się wywyższasz. Poprostu gdybyś mogła to objęłabyś cały świat ramionami.
To miłe uczucie.
Szczególnie ktoś kogo obdarzasz bezwarunkową miłością - mąż idealny Lemur siedzi obok i pogrążony jest w kontemplowaniu wszystkich muszek ptaszków i ruszających się liści,

I naprawdę wszyscy których kochasz są pod tym samym niebem....


Z powaĹźaniem
- Eithne

komentarze [1]

261/521 ; niedziela, 11 maja 2008 20:16:14
Staram się* nie zachowywać jak upośledzone dziecko. Nie wybuchać śmiechem jak ktoś przypomina mi o legitymacji szkoły filmowej, przestać chorobliwie przekładać książki z miejsca na miejsce i dreptać w miejscu jak pies który przygotowuje sobie legowisko w trawie.
Staram się* być częściej w domu, a nie gdzieś daleko pośród różnych ludzi. Próbuję* powtrzymywać napady sprzecznych nastrojów i przyzwyczajenia do gapienia się za okno razem z mężem idealnym - Lemurem.
Chciałabym* też mniej kląć. Ale jak tu nie wykrzyczeć tego: "Kurna jego mać" (jak nie gorzej) kiedy wydarzyło się aż tyle, a ja nie mogę dobrać słów żeby chociaż powtórzyć jednej setnej tego co kłębi mi się głowie.
Jedynie ładuje płyty Jamesa Blunta na swojego (jak to mówi Gruby) jajpoda i staram się* (znowu) nie myśleć o tym co się dzieje teraz, o tym co się działo i o tym co mogłoby się wydarzyć.
Śmiechowo mogłabym dodać. Tam konwalie, tu przekwitająca wiśnia (kiedy zakwitła?!) gruby mąż idealny - Lemur który niedawno był maleńkim kocurkiem i kolejna niedziela z kolejnym końcem kolejnego tygodnia. Szybko, nie? Jak diabli. Szybko jak diabli.
Choć tak, wbrew pozorom trzymam się rzeczywistości. Nie, nie jestem naćpana, wiem mniej więcej co, gdzie jak i z kim. Wiem że byłam we Wrocławiu, Lublinie, a w piątek w teatrze na chorej parafrazie Woody'ego Allena i na śmiechowym ognisku. Jeszcze składam fakty do kupy, to chyba nie jest tak źle.
Jasne - myślę sobie ostatnio - gdybym tylko jeszcze raz mogła pojechać do tego Wrocławia to wzięłabym od niego (i jurorów xD) więcej. Może nie wróciłabym narzekając, że jestem marnym robakiem który wydaje pieniądze swoich rodziców na dalekie podróże bez celu i bardziej trzymała się faktu, że Ania, cholera jasna, ktoś udowodnił Ci że dobrze to robisz. Dobrze robisz te swoje filmy.
Na dodatek postanowiłam spisać wreszcie w jedne miejsce wszystkie pomysły na przyszłość. Reżyser poza swoją tyranią musi mieć wszędzie porządek. Szczególnie w scenariuszach.

Jedno potknięcie. Prosta pośród zielonych drzew, ominięcie kilku kałuż... A teraz to marznę z aparatem i pająkami pod mirabelką w ogrodzie. Gdzieś tam jestem...
Szczęście zacznijmy definiować jako brak nieszczęścia...

* Staram się - nie znaczy, że mi to wychodzi. Wręcz bardzo mi to nie wychodzi.

Z powaĹźaniem
- Eithne

komentarze [0]

260/520 ; niedziela, 13 kwietnia 2008 21:04:26
Żonkile, które mamuśka dzisiaj przyniosła do mojego pokoju pachną tak mocno, że nie mam ochoty ruszać się z fotela, wziąć książkę, założyć nogi na biurko jak to robią w amerykańskich filmach i zamknąć oczy.
Nic z tego. Wszyscy pędzimy, ja pędzę. Cały czas gdzieś biegnę, chwytam się tylko krawędzi półek z książkami na zakrętach i jedynie w ten sposób nie padam.
W szkole zawsze była mowa, że życie w "pogoni" jest złe, że tak nie można, że sztuką jest zatrzymywać się, wystawiać twarz do słońca, czytać wiersze i zachwycać się każdą biedronką. Sama nie wiem. Ja też tak mówiłam, że ludzie nie potrafią i nie doceniają... Ale kiedy nie ma czasu na zachwycanie się nie ma też czasu na ukrywanie twarzy w dłoniach i krzyk w kącie pokoju. Nie ma czasu na to wszystko co sprawia, że czujesz się jak ostatnia szmata.
Jak to House powiedział: Co jest gorsze, lekarz który przestaje się tobą interesować gdy zdrowiejesz, czy lekarz który trzyma cię za rękę gdy umierasz - zawsze jest ta druga strona, w każdym punkcie jest coś "dobrego" i coś "złego". Tak samo z pędem i tak samo z podziwianiem każdej chmury.
Nie wiem czy dobrze robię, nie wiem czy dobrze układam swój czas. Nie chciałabym go zmarnować, ale perspektywa wykorzystania go w 120% też mnie nie bawi.

20.03.08 (czwartek) 10:10
Na czym polega nasze życie?
Nasz każdy dzień, czas należący do nas? Na odkryciu nowej muzyki, mówieniu "kurwa" przy każdym potknięciu, dobrej książce, tłumieniu rozpaczliwego płaczu pod kaloryferem i drżeniu z zimna. Bezgłośnym krzyku w ciemnościach, piciu na umór i ćpaniu z wierszami Różewicza. Wyczekiwaniem na kogoś na gadu, pstrykaniem fotek o których chciałoby się myśleć, że są dobre.
Gówno prawda - chciałoby się krzyknąć.
O kurwa, czy ja jestem normalna?
Życie polega na zapisywaniu swoich poczochranych myśli.


Z powaĹźaniem
- Eithne

komentarze [1]

259/519 ; niedziela, 16 marca 2008 19:03:23
Marnotrawię każdą sekundę mojego, życia. Tak, dokładnie. Na dodatek nie tylko ja mam takie zdanie na temat siebie, inni mówią o mnie tak samo.
Słucham "If you were a sailboat" i gdzieś tam w środku nie mogę się nadziwić, że to wszystko było tak dawno. To nawet było w tamtym roku, kiedy to ze śmiechem powtarzałam "to będzie niesamowity rok". Lista na gadulcu spuchła, a ja mam wrażenie, że niektórych znam od zawsze. Nie żebyśmy znali się tak dobrze. "Znać kogoś dobrze" to pojęcie względne.

Czasami tak jest, że naćpasz się jak narkoman jakimś wspomniniem i trzymasz się go uporczywie bardzo długo. Ale później ruszasz z miejsca, mijasz mnóstwo twarzy czujesz, że odkryłaś nowy narkotyk i jesteś w kolejnym transie. A jeszcze później, jest taki wieczór jak ten kiedy czujesz upływ czasu. Zaczynasz zdawać sobie sprawę, że czas nie stoi w miejscu, on pędzi.
Ten narkotyk już dawno przestał działać i choć nie jest tak, jakbyś do końca chciała, choć po drodze musiałaś "potykać się w ciemnościach" dokładnie jak w tej "Teardrop" Massive Attack, to trzymasz się pionu i nawet się szczerze śmiejesz... Chodzisz do kina, marnotrawisz czas, narzekasz, kichasz i żresz na potęgę. Żyjesz.

I chyba nawet w jakiś głupi sposób stwierdzasz, że bycie szczęśliwym to nie są jakieś wspaniałe wybuchy długotrwałej radości, to zwyczajny brak powodów do bycia nieszczęśliwym.
I starasz się nie szukać powodów do bycia nieszczęśliwym.
I nie starasz się być szczęśliwym. Jesteś.

Z powaĹźaniem
- Eithne

komentarze [3]

258/518 ; poniedziałek, 10 marca 2008 19:16:38
"Kiedy dorośli mówią: "Nastolatkom wydaje się, że są niepokonane", z tym przebiegłym, głupim uśmieszkiem na twarzy, nie mają pojęcia, jak bardzo się mylą. Nigdy nie powinniśmy popadać w beznadziejność, ponieważ nie można zniszczyć nas nieodwracalnie. Uważamy się za niezniszczalnych, bo tacy j e s t e ś m y. Nie możemy się narodzić i nie możemy umrzeć. Jak wszelka energia, możemy tylko zmieniać kształt, wielkość i postać. Zapominają o tym kiedy się starzeją. Panicznie boją się przegranej, boją się klęski. Ale ta część nas większa niż suma naszych składników nie ma początku ani końca, a więc nie może ulec zniszczeniu."
Szukając Alaski - John Green

A my naprawdę możemy jeszcze wiele...

Z powaĹźaniem
- Eithne

komentarze [3]

257/517 ; poniedziałek, 3 marca 2008 22:22:27
Dwa tygodnie.
Wydaje się to jakby niedawno, ale i czujesz już przedsmak pewnego dystansu do wszystkich wydarzeń. Zaczynasz sobie uświadamiać, że kalendarz pęka w szwach, że musisz jak to mówią... "wziąć się w garść".
Nadal jednak nie potrafisz sobie odmówić gapienia się w ścianę... Ale zaczynasz chodzić. Bierzesz małe finepixowe dziecko do kieszeni czarnego płaszcza i idziesz przed siebie pstrykając głupie fotki chmurom.

Jedziesz w sobotni poranek zatłoczonym autobusem z piękną piosenką i układasz sobie z wielką satysfakcją mnóstwo cudownych scen w głowie. Wysiadasz z tego autobusu i nagle zdajesz sobie sprawę, że jednak jesteś lichym robakiem.
Przychodząc do domu rwiesz kartki na drobne kawałeczki papieru i krzyczysz z całych sił w myślach, żeby nie zburzyć spokoju domowników. Rzucasz wszystkim o ścianę i wydrapujesz sobie oczy. W końcu po jakimś czasie opadasz na dywan ze zmęczenia i pożerasz czekoladę. Czekolada nie pomaga więc włączasz muzykę tak głośno, żeby czuć pod stopami jej dźwięk i siedzisz tak dysząc ciężko.
Sprzątasz papierki, wycierasz białą tablicę i zabierasz się za układanie wszystkiego na swoje miejsce. Wieczorem siadasz spokojnie ze słuchawkami na uszach, włączasz "Sonatę księżycową" i oglądasz wszystkie zdjęcia jakie masz na dysku analizując wszystko centymetr po centymetrze. Płaczesz dopiero nad smutną książką, którą czytasz do późna, albo smutnym filmem który specjalnie włączyłaś. Gapisz się przez pół godziny na obficie cieknące łzy z oczu tej dziewczyny w lustrze i krytykujesz wszystko co jej dotyczy. Wycierasz dokładnie zachlapane okulary i zasypiasz w kącie swojego łóżka obserwując rozmazane gałęzie za oknem.
Oddychasz, żyjesz, egzystujesz, bytujesz, jesteś.

Z powaĹźaniem
- Eithne

komentarze [0]

256/516 ; środa, 27 lutego 2008 19:57:46
Nic mi się nie chce.
Nic nie robię. Rozglądam się tylko dookoła, bardzo naiwnie. Kluczę po szkolnych korytarzach i potykam się o własne kroki. Nic nie robię. Słownie nic.
Najchętniej bym spała. Zwinęła się w kłębek i zasnęła. Albo żeby mnie zostawiono w słoneczny dzień na polu z aparatem i tłumem ludzi. Bo w ludziach siedzi naprawdę mnóstwo rzeczy, które czasami wychodzą na wierzch pod presją obiektywu.
Te zdjęcia, które nie trafiły do niego leżą obok na głośniku. Nie są już tak zachwyczające jak kiedyś. Wydają się naiwne.
Więc pozostawienie mnie z aparatem też byłoby naiwne.
Czasami jest jakaś chwila kiedy myślisz "fajnie byłoby zrobić to, a tamto", ale to tylko słomiany zapał, który po chwili upada z łoskotem na podłogę i rozbija się na miliony kawałeczków.

Mam dość tłumaczenia wszystkim dlaczego nie było mnie w tamtym tygodniu w szkole, że to nie moja wina, że ja nie chciałam tego, nie chciałam... Mam dość tłumaczenia, że czasami ludziom umiera ktoś bliski.
A ty nie wiesz jak będzie wyglądała ta rodzina bez niego.

Nic nie robię.
Słownie - NIC
Staczam się, najzwyczajniej.

Z powaĹźaniem
- Eithne

komentarze [1]



Księga gości
O mnie
Dodaj do ulubionych

2005
maj (9)
czerwiec (12)
lipiec (16)
sierpien (16)
wrzesień (9)
październik (11)
listopad (11)
grudzień (9)

2006
styczeń (12)
luty (9)
marzec (12)
kwiecień (9)
maj (10)
czerwiec (6)
lipiec (3)
sierpien (8)
wrzesień (5)
październik (6)
listopad (3)
grudzień (7)

2007
styczeń (8)
luty (5)
marzec (9)
kwiecień (7)
maj (6)
czerwiec (5)
lipiec (7)
sierpien (5)
wrzesień (3)
październik (4)
listopad (5)
grudzień (5)

2008
styczeń (6)
luty (3)
marzec (3)
kwiecień (1)
maj (2)
czerwiec (1)
lipiec (2)
sierpien (3)
wrzesień (1)
listopad (1)



Anna ,
Oleńka ,
Ewcia ,
Paulina ,
Agata ,
Film.Onet.Pl ,
J & K.Org ,
You2Be ,
L. ,
Sweet&Talented.Com
Nasze HÓMANY House MD
Jennifer Morrison


layout and photo by E.